Lena Angelkoska
60 lat, Skopje
1
2
3

Biografia

Lena Angelkoska Dimovska urodziła się w 1950 roku w Taszkiencie, wtedy ZSRR. Jej rodzice byli Macedończykami z Grecji Egejskiej. W trakcie wojny domowej w latach czterdziestych byli komunistycznymi partyzantami. Wierzyli w jedność narodów i prawo do bycia Macedończykiem w Grecji, dlatego musieli uciekać. W wieku sześciu lat Lena wyjechała wraz z rodzicami i starszym bratem z Taszkientu do Polski. Po czternastodniowej podróży trafiła do Warszawy. Zapamiętała z niej Łazienki. Po kolejnych dziesięciu dniach cała rodzina trafiła do Wrocławia, gdzie została na jedenaście następnych lat. Po tym czasie cała rodzina znów wyruszyła w podróż, tym razem do Jugosławii, do Macedonii. Od tego czasu Lena żyje w Macedonii , w Skopju. Ukończyła studia historyczne na Uniwersytecie Cyryla i Metodego w Skopju. Pracuje jako przewodniczka w Muzeum Macedonii, prowadzi warsztaty muzealne dla dzieci i młodzieży. Ma męża i syna. W Polsce po wyjeździe do Macedonii była raz, w smutnym okresie lat osiemdziesiątych. Wciąż łapie się na tym, że liczy po polsku.

Przed migracją

Życie Leny zaczyna się Taszkiencie. Urodziła się tam, a nie w Grecji czy w Macedonii, z powodu działalności komunistycznej jej rodziców, Macedończyków Egejskich. Starszy brat Leny, tak jak wiele dzieci Macedończyków egejskich, został oddzielony od rodziców. Trafił do Polski, do Domu Dziecka. Odnaleziony dzięki Czerwonemu Krzyżowi przyjechał do rodziny do Taszkientu. Po kilku latach cala rodzina decyduje się jednak na wyjazd do Polski. Po dwóch tygodniach podróży trafiają najpierw do Moskwy , pokłonić się Leninowi. Z Moskwy Lena przywiozła niechęć do radzieckich, bawełnianych rajstop w prążki: „I takie pończochy wstrętne kupili mi, takie bawełniane, w takie rygi . Okropne. Ja po raz chyba pierwszy wtedy ubrałam takie.” Z Moskwy trafiają na kilka dni do Warszawy, a następnie do Wrocławia. Kolejne 10 lat Leny to życie we Wrocławiu. Lena pamięta ten okres jako najszczęśliwszy dla całej rodziny. Wreszcie razem, w spokoju i dobrobycie. Choć początkowo Lena miała kompleks „ruskiej” dziewczyny: „Ja z początku miałam kompleksy. Ja przyjechałam jak Rosjanka, Ruska-kluska tra-la-la. Ale ja taka jestem, że tam mnie polubili od razu i zaczęłam i po polsku mówić.” W ciągu dwóch miesięcy opanowała język polski, bawiąc się na podwórkach i ruinach powojennego Wrocławia. Pierwszą klasę kończy z czwórką z języka polskiego, co jest powodem do płaczu. W następnych latach będzie już tylko najlepsza. To samo tyczy się fizyki czy matematyki. Mimo dobrego przyjęcia ze strony Polaków, posiadania wielu przyjaciół, którzy traktowali ją jak swoją „Lenkę”, zawsze czuła się trochę inna. W liceum stało się to powodem do dumy. Była Macedonką, jedyną w Liceum nr 2 we Wrocławiu. W dodatku jej ojciec, właściciel zakładu obuwniczego, robił dla córki i dla całej swojej rodziny najpiękniejsze buty w całym mieście. Do czasu, kiedy Lena próbowała się dostać na studia, ona i jej rodzina prowadzili szczęśliwe życie Macedończyków z Wrocławia. Poznając język, obyczaje, smaki tamtego czasu.

Migracja — motywacja

Maturę z polskiego Lena zdała z wyróżnieniem. Potem wbrew swojej wychowawczyni i jednocześnie nauczycielce fizyki zdawała na ASP, a nie na fizykę molekularną. Niestety nie dostała się, tak samo jej brat. Być może znaczenie miał fakt, że ojciec Leny rzucił swego czasu legitymacją partyjną. Poza tym nie byli greckimi komunistami. Jednak główną inspiracją do wyjazdu był wspólnik ojca. Pan Józef, Żyd, pod koniec lat sześćdziesiątych postanowił wyjechać z rodziną do Izraela. W tym momencie rodzice Leny postanowili „wrócić” do Macedonii, do domu. Zostawili przyjazny Wrocław, przyjaciół, kuzynów i udają się w kolejną w życiu podróż. Macedonia dla Leny, ale i dla całej rodziny, jest zaskoczeniem i niestety rozczarowaniem. Umieszczeni w Gostivarze, w zachodniej Macedonii, próbują przystosować się do nowych warunków, zupełnie innej kultury. Żyją w otoczeniu Albańczyków. Dla Leny, ale też dla jej ojca, szokiem jest „mentalitet”, czyli mentalność Macedończyków i Albańczyków. Lena nie może zaakceptować innego stosunku do kobiet , do ludzi starszych do ubóstwa języka macedońskiego: „To jest mentalitet. (…) Na przykład traktowanie kobiety, siedzenie w autobusach młodych ludzi, nie? Nigdy nie siedziałam w autobusie, zawsze na pomostach. Jak chodziłam do liceum, jeździłam codziennie tramwajem. Potem ta radość, że się urodziło nowe dziecko, męskie dziecko, to znaczy to się tak nazywa masko dete, chłopiec, syn (…) To był dla mnie szok i dla mojego ojca też.” Dla ojca najtrudniejszy był brak pracy. We Wrocławiu pracował od siódmej do siódmej wieczorem, w Macedonii musiał przejść na emeryturę. Prócz tego początkowo uzależniona od pomocy socjalnej, rodzina Dimovskich jest skazana na biedę, której w Polsce nie zaznała. Plusem było posiadanie paszportu i możliwość swobodnego wyjazdu. Brat Leny od razu skorzystał z tej możliwości i uciekł do Australii. Lena też chciała wyjechać, jednak nagła śmierć ojca skłoniła ja do pozostania w Macedonii, razem z mamą. W aklimatyzacji pomagały jej studia historyczne na Uniwersytecie w Skopju, ale przede wszystkim odziedziczona po mamie serdeczność i optymizm.

Lena Angelkoska

Migracja – adaptacja

Wraz z rozpoczęciem studiów Lena opuszcza Gostivar i przenosi się do większego Skopje. Na wydziale i w akademiku szybko udaje jej się znaleźć przyjaciół. Spotyka wielu ludzi, podobnie jak ona żyjących wcześniej w Polsce lub na Węgrzech. Sama mówi, że nie pamięta momentu, w którym poczuła się, jak u siebie. To był proces. Studia, pasja do historii sztuki i archeologii, pierwsza praca w szkole, a potem w muzeum, miłość – to były czynniki, dzięki którym poczuła się w Macedonii jak u siebie. Wciąż jednak żyje gdzieś pomiędzy. Często jest nazywana Polką – przez znajomość języka polskiego, swój akcent. Ale nie ma wątpliwości, że teraz jej domem jest Macedonia. Sama śmieje się, że trafia tam, gdzie jest trudno. Być może to taka rodzinna czy nawet macedońska przypadłość.: „Proces, proces. Ja lubię, kocham, wszystko lubię. Kocham i Polskę, uwielbiam. Uwielbiam współczesną poezję polską. Uwielbiam humor polski, uwielbiam literaturę polską. Historię polski. Wszystko, ja tu wiem, umiem, nauczyłam się, znam. I robię te porównania normalnie. Wiesz, jak to młode państwo.” Cały czas dostrzega różnice między Polską a Macedonią, ale Polskę głównie pamięta, Macedonię zna już na co dzień i mimo problemów nauczyła się w niej żyć. I cieszyć tym życiem.

Życie codzienne w Macedonii

Dziś Lena pracuje w Muzeum Archeologicznym. Do emerytury zostały jej dwa lata. Na razie jednak zajmuje się oprowadzaniem wycieczek, między innymi z Polski. Jest edukatorką, prowadzi zajęcia z archeologii i historii sztuki dla dzieci i młodzieży. Swego czasu była nauczycielką w szkole w Gostivarze. Archeologia i historia sztuki to dwie dziedziny, którymi żyje i o których opowiada z prawdziwą pasją. Ma męża i jednego syna, którzy jednak nie byli w Polsce. Polska dla Leny to wspomnienia z czasów bardzo szczęśliwego dzieciństwa i młodości. To lektury książek, które ją ukształtowały. Choć czasem trudno jej powiedzieć jaką książkę w jakim języku czytała. Nie pamięta, czy Idiotę czytała po rosyjsku, polsku czy macedońsku. Teraz będzie się przeprowadzać i zobaczy, ile i jakie książki ma po polsku. Marzy, żeby mieć elementarz z którego uczyła się języka polskiego. Swoich przyjaciół z Polski czasem prosi, by znaleźli jej ten elementarz. Wciąż utrzymuje kontakt z kilkoma osobami z Polski. Wszyscy odnaleźli się dzięki portalowi „Nasza Klasa”. Z przyjaciółką z liceum rozmawia przez telefon, czasem po kilka godzin. Z innymi często kontaktuje się przez Facebooka. W Polsce po wyjeździe była raz. W smutnych latach osiemdziesiątych. Pamięta, tak jak wszyscy, puste półki, ale też smak kapusty kiszonej: „Ja uwielbiałam kiszoną kapustę! Kupiłam sobie kilo i zjadłam po drodze. Tutaj nie ma takiej kiszonej kapusty, siekanej.”
Teraz Polska coraz częściej przyjeżdża do Leny. Latem często oprowadza po muzeum wycieczki, podróżników zafascynowanych Bałkanami i Macedonią. Opowiada po polsku o skomplikowanej historii, o sztuce, odkryciach archeologicznych. I o sobie. Macedonce z Taszkientu, mówiącej po Polsku.

Tożsamość

Lena jest Macedonką. I zawsze nią była. W Taszkiencie, w Polsce czy w Macedonii. Jako kilkuletnia Lena Dimovska tłumaczyła nauczycielce, dlaczego nazywa się Dimovska, skoro jej rodzice są z Grecji, a ona urodziła się w Taszkiencie. Od tamtej pory zawsze wszędzie tłumaczyła, co to za kraj Macedonia i dlaczego ona jest Macedonką. Lena kocha polski język, literaturę, sztukę, kuchnię. Macedonia jednak jest na pierwszym miejscu. Być może to zasługa rodziców, podkreślających pochodzenie i powód, dla którego znaleźli się w Polsce. Pierwszy raz poczuła się naprawdę inna, kiedy okazało się, że nie pójdzie do komunii tak, jak inne dzieci z klasy. Potem to uczucie przekuła w dumę. Jednak pierwsze chwile w Macedonii były rozczarowaniem. Inność Macedonii polegała przede wszystkim na różnicy w mentalności, której nie mogła zrozumieć, mimo że powinna. Nadal jest Macedonką w rozkroku.