Katerina Mikrut
32 lata, Skopje
1
2

Biografia

Kasia urodziła się w Polsce, w okolicach Krakowa. Niechętnie jednak mówi o swojej rodzinie, nie wspomina przeszłości. Patrzy raczej w przyszłość, planuje i żyje tu i teraz. W trakcie studiów mieszkała w Krakowie, skończyła bohemistykę. Jeszcze wtedy zaczęła pracować w biurze projektów, gdzie mogła wykorzystać znajomość języka czeskiego. W tym czasie też zaczęła się uczyć macedońskiego. W 2007 roku wyjechała na stałe do Macedonii, do miasteczka Resen w południowej części kraju. Od pięciu lat mieszka w Macedonii, w marcu 2012 roku przeniosła się wraz z mężem i córką do Skopja. Pracuje jako projektantka mody, szuka też stałego zatrudnienia.

Przed migracją

Kasia niechętnie dzieli się swoimi wspomnieniami, zdawkowo opowiada o swoim życiu w Polsce. Nie ogląda się za siebie, jest bardzo skupiona na teraźniejszości. Nie jest zbytnio przywiązana do kraju swojego urodzenia i pochodzenia. Jeśli już, to głównie przez swoja dwunastoletnią córkę, Alicję, która tęskni za Polską, czyli za dziadkami, tatą , rodziną. Kasia dorastała na południu Polski. Studiowała w Krakowie bohemistykę, pracowała w biurze projektów i uczyła się macedońskiego. W wieku 29 lat postanowiła całkiem odmienić swoje życie. Wyjechała z córką na południe, do Macedonii.

Migracja — motywacja

Podobnie, jak wiele innych Polek mieszkających w Macedonii, tak i w przypadku Kasi przyczyną migracji było uczucie. Kasia jeszcze na studiach rozpoczęła naukę języka macedońskiego z myślą, że ten język nigdy się jej nie przyda, uczyła się go dla zabawy, dla własnej satysfakcji. Nauka i chęć poznawania tego zupełnie nieznanego w Polsce kraju zawiodła ja do Macedonii osiem razy w ciągu półtora roku: „Mieliśmy obowiązek uczyć się jeszcze jednego języka słowiańskiego i mieliśmy do wyboru słoweński i macedoński. Ale jednocześnie miałam taką dziką chęć uczenia się języka, który nigdy w życiu do niczego mi się nie przyda. W życiu, absolutnie, a wiadomo, że słoweński mógłby się w miarę przydać, bo Słowenia jest dość blisko Polski, jakaś tam wymiana handlowa i tego typu rzeczy by pewnie były możliwe. A w Macedonii… przeciętny człowiek nawet nie wie, gdzie to jest, co to jest. Tak sobie wymyśliłam macedoński, a po drugie jeszcze w międzyczasie pracowałam na pełny etat i zajęcia z macedońskiego były po południu, wieczorem prawie, więc mogłam na nie chodzić. I zaczęłam na nie chodzić i język mi się spodobał od razu i zaczęłam się go uczyć bardzo szybko, robiąc jeszcze dużo sama w domu, pracując. W międzyczasie zaczęłam się interesować też historią, kulturą, folklorem, no i oczywiście jak już zaczęłam się uczyć, to też się pojawiła chęć, żeby tam pojechać. I po sześciu miesiącach nauki macedońskiego miałam okazję pojechać na letnią szkołę języka macedońskiego do Ochrydu i to był mój pierwszy wyjazd do Macedonii.” W tym czasie też poznała swojego obecnego męża. Decyzje o przeprowadzce podjęła bardzo szybko, skłonił ja do tego kroku głównie fakt, że sama nie byłaby w stanie utrzymać rodziny ze swojej pensji. Natomiast jej mąż w Macedonii raczej tak. W październiku 2007 roku, po konsultacji z tatą Alicji, Kasia i Alicja wyjechały do Macedonii.

Katerina Mikrut

Migracja – adaptacja

Od tego momentu przez cztery lata mieszkały w Resen, miasteczku na południowym zachodzie kraju. W przeciwieństwie do większości narracji, których wysłuchałam, ta nie składała się z samych pozytywów. Pobyt w Resen Kasia wspomina bardzo źle. Przeprowadzka z dużego miasta, jakim był Kraków, do małego miasteczka, brak pracy, ciągłe siedzenie w domu bez możliwości choćby wyjścia do parku, małomiasteczkowa atmosfera – to były czynniki, które z jednej strony wpędzały ją w depresję, z drugiej zainspirowały do tworzenia. „Wiedziałam, że nie mam tam żadnych szans na pracę i zaczęłam się zajmować tym, czym się zajmuję do dzisiaj, czyli projektowaniem ubioru i dodatków oraz ręcznym ich wykonywaniem.”
Kasia w trakcie wywiadu nie narzekała na rodzinę męża, sąsiadów, złe przyjęcie. Po prostu stwierdziła, że tam nie pasowała: „Cały czas wiedziałam, że ja się do małomiasteczkowych… jak to wyrazić… do życia w małym miasteczku nie jestem w stanie przekonać. Zresztą niezależnie, czy by to było w Polsce, czy gdzie indziej, czy tutaj. Po prostu nie byłam w stanie. Wytrzymałam tam pięć lat, nie wiem jakim cudem, ale wiedziałam, że się nigdy nie przyzwyczaję do życia, jakie prowadzą tam inni ludzie.” Ze swoimi krótkimi włosami, ekstrawaganckimi ubraniami, potrzebą pracy, wychodzenia. Była i jest człowiekiem miasta. W tym czasie kilkakrotnie myślała o powrocie do Polski.
Wraz z przeprowadzką z Resen do Skopja w marcu 2012 roku Kasia odżyła. I to jest chyba ten moment, w którym poczuła się, jak u siebie. Jak sama mówi, tak naprawdę nie ważne, czy żyje w Polsce, Macedonii czy Australii. Najważniejsze, to żeby mieć zajęcie, pracę, przestrzeń i możliwości wyboru.

Życie codzienne w Macedonii

Po przeprowadzce do Skopja Kasia stara się rozwinąć swoją działalność artystyczną. Codziennie przez osiem godzin pracuje. Dzierga, robi na drutach, tnie, wymyśla. Robi zdjęcia, zajmuje się swoją stroną internetową. Szuka stałej pracy, ale marzy o tym, żeby na stałe móc zajmować się modą i projektowaniem. Szuka miejsc, gdzie może wystawiać swoje ubrania. Jest projektantką, menadżerką. Poza tym wychowuje swoją córkę Alicję, pomaga jej w szkole. Razem chodzą na spacery wzdłuż Vardaru albo ulicą do centrum. Raz, dwa razy w tygodniu chodzi na lekcje tanga argentyńskiego. Zaczęła się go uczyć w Skopju. Z Polską utrzymuje kontakt głównie ze względu na rodzinę, która nie bardzo może odwiedzać ją w Macedonii. Do tej pory co roku jeździła do Polski w wakacje „Tęsknię za częstszym kontaktem z rodziną i znajomymi, którzy tam są, i oczywiście, że chciałbym się z nimi częściej spotykać niż raz w roku. Jak się przyjeżdża raz w roku na dziesięć dni to nie ma na wszystko czasu, trzeba się dobrze zorganizować i zazwyczaj czegoś albo kogoś, z kimś nie zdążę się spotkać i tak dalej, i tak dalej”. Kasia nie jest osobą zbyt przywiązaną do tradycji, świąt czy innych elementów, które mogą być wyznacznikami czyjejś tożsamości.

Tożsamość

Kasia przede wszystkim jest Kasią. Jest projektantką. Mamą. Niezależną, odważną kobietą. Narodowość nie ma tu zbyt wielkiego znaczenia. Nie czuje się Macedonką. Jednak nie deklaruje się jednoznacznie jako Polka. Prawdę mówiąc, nie bardzo o tym myśli. Ważne jest to, co robi teraz.