Anna Jovanov
50 lat Radoviš
1
2
3

Biografia

Anna urodziła i wychowała się w Tarnowie w rodzinie robotniczej. Swojego macedońskiego męża poznała na studiach w Krakowie. Pobrali się jeszcze przed końcem studiów i zamieszkali razem w akademiku. Do Jugosławii sprowadzili się dopiero po czterech latach. Tam mąż Anny od razu dostał pracę, ale ona długo nie mogła znaleźć zatrudnienia. Dopiero po dziesięciu latach znalazła pracę w szwalni, potem jeszcze w kilku miejscach i w końcu – na stałe – w Urzędzie Gminy. Ma dwie córki. Starsza – Monika – wyjechała na studia do Polski i tam już została. Młodsza – Daniela – studiuje stomatologię w Štipie.

Przed migracją

Wychowała się w Tarnowie, w rodzinie robotniczej, jako druga z czterech córek. Jej ojciec był robotnikiem w fabryce nawozów sztucznych, matka zajmowała się domem. Żyli skromnie: ”W domu się nie przelewało – wspomina Anna – ale… rodzice mogli wysłać czworo dzieci na studia, znaczy chyba nie było tak źle!” Wszystkie siostry ukończyły studia w Krakowie. Dwie najstarsze, w tym ona, emigrowały.
Anna poznała przyszłego męża w czasie studiów na politechnice. Panče studiował w jednej grupie z kuzynem Anny. Wzięli ślub jeszcze w czasie studiów (na trzecim roku) i zamieszkali razem w akademiku. Tam też urodziła im się pierwsza córka (Monika), która teraz mieszka w Polsce. Co ciekawe, mieli dwa wesela – najpierw polskie w 1983 roku, w następnym roku w Macedonii, w Radoviš, dla rodziny pana młodego. Od ślubu jednak mieszkali razem w Krakowie. Kiedy mąż ukończył studia i musiał iść na rok do wojska, Anna została sama z córką w Polsce i przeniosła się na jakiś czas do rodziców.

Migracja — motywacja

„Chyba byłam za młoda i trochę nie przemyślałam niektórych rzeczy, nie zastanawiałam się, jak będzie” – mówi o swojej decyzji wyjazdu na stałe Anna. Wygląda na to, że jednak żartuje, bo zaraz potem dodaje: „Wtedy było lepiej w Jugosławii i mąż od razu wiedział, że będzie miał pracę.”
I rzeczywiście, już po dwóch tygodniach od przyjazdu mąż zaczął pracę w pobliskiej kopalni miedzi. Niestety, Anna na zatrudnienie czekać musiała całe dziesięć lat…
Zamieszkała w domu teściów (potem dobudowali piętro, na którym mieszkają teraz), ale gospodarowali osobnо. Pierwsze wrażenie to przede wszystkim poczucie egzotyki – upał, wszędzie suszący się tytoń i kolorowo ubrani tureccy górale, którzy przyjeżdżali do Radoviš na targ. Ale i ona dla macedońskich sąsiadów była egzotyczna: „Byłam atrakcją. Wszyscy oczywiście wiedzieli, że przyjechałam, wszyscy chcieli mnie zobaczyć, wszyscy palcami pokazywali – kto to jest?”
Teściów dziwiło, że w upały chodzi w krótkich spodenkach („Jesteś kobietą, masz dzieci, nie możesz się tak ubierać!”), ją – że przy pracy w polu wszyscy się ubierali, osłaniając się przed słońcem. Dziwiło ją też tutejsze życie religijne – na początku zwracała uwagę ludziom w cerkwi, kiedy w czasie nabożeństwa zaczynali rozmawiać, prowadziła dyskusje z popami, dzięki czemu też lepiej poznała prawosławie.

Anna Jovanov

Migracja – adaptacja

Ponieważ przez lata Anna nie mogła znaleźć pracy, a sytuacja ekonomiczna w Macedonii nie była najlepsza, państwo Jovanowie zaczęli myśleć o wyjeździe – do Kanady albo do Nowej Zelandii. Zostali, bo nie udało im się dostać wizy. W międzyczasie Anna urodziła drugą córkę, Danielę. Dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych udało jej się znaleźć pracę – najpierw w szwalni, potem była sprzedawczynią w sklepie, w końcu w Urzędzie Gminy, gdzie pracuje do tej pory. Zajmuje się między innymi wydawaniem pozwoleń budowlanych. Znalezienie stałej pracy było chyba najważniejszym momentem w jej życiu w Macedonii, który sprawił, że osiadła tu na dobre. Uświadamiała to sobie, kiedy przyjeżdżała odwiedzić rodzinę w Polsce – po tygodniu, dwóch czuła, że trzeba wracać: „Po pewnym czasie, po paru latach po prostu się zauważa, że oni mają już swoje życie tam, inne problemy i tak dalej. Ja mam tutaj życie.”
Macedończykom po tych kilkunastu latach wydaje się już bliższa, nie tak egzotyczna. Ludzie, których spotyka w pracy, kiedy słyszą jej obcy akcent, najczęściej zgadują, że pochodzi z Belgradu. Czyli może jeszcze nie jest w Radoviš tutejsza, ale i nie taka obca.

Życie codzienne w Macedonii

W domu Anny wszyscy znają język polski, kultywuje się też polskie tradycje. Boże Narodzenie cała rodzina obchodzi dwa razy. Na katolicką Wigilię Anna przygotowuje polskie potrawy, dzielą się opłatkiem przysłanym przez córkę z Polski, a w pierwszy dzień świąt wprowadzili nową tradycję – zawsze przychodzą do nich wszyscy macedońscy przyjaciele. Dwa tygodnie później obchodzą – już z teściami –święta prawosławne.
Starsza córka, ta, która mieszka w Polsce, została ochrzczona w kościele katolickim. Młodsza – w prawosławnym, ale od dziecka mama zawoziła ją na lekcje religii do kościoła katolickiego w Strumicy. Teraz Daniela mówi, że sama nie wie, czy jest katoliczką, czy prawosławną. W czasie świąt jednak wszyscy chodzą do cerkwi i chociaż ludzie w Radoviš wiedzą, że Anna jest katoliczką, nikt nie widzi w tym problemu.
Żeby nie zapomnieć języka polskiego, postanowili kiedyś, że w niektóre dni będą w domu rozmawiać tylko po polsku. Chyba nigdy to się jednak nie udało, zawsze komuś zabrakło jakiegoś słowa i trzeba było przejść na macedoński. Dzieci nauczyły się polskiego głównie dzięki corocznym wyjazdom do Polski (do rodziny albo na kolonie) i z telewizji – polską telewizję ogląda się w domu Jovanowów całkiem często.
Kontakty z Polską są ciągle żywe – często jeżdżą do Polski, Anna odnalazła też sporo swoich dawnych przyjaciół na Naszej Klasie. Kontakty z Polonią – trochę osłabły. Były silniejsze, kiedy dzieci były małe. Polki spotykały się wtedy na organizowanych przez ich Stowarzyszenie spotkaniach przedświątecznych, były prezenty, wierszyki… Teraz Anna utrzymuje kontakt z kilkoma Polkami w Macedonii, wysyłają sobie kartki, czasem dzwonią, ale okazji do spotkań jest już mniej niż kiedyś.

Tożsamość

W Polsce czuje się Polką, w Macedonii – już prawie Macedonką, ale zawsze pamięta o swoich korzeniach i jednak trochę się różni od Macedończyków.
Kiedy wybuchła wojna w Macedonii, miała okazję pokazać swój patriotyzm: „Przychodzę do pracy i wszyscy tacy przestraszeni, mówią: Wojna się zaczęła! Co robimy? Uciekamy do Bułgarii… jak tutaj napadną… A ja tak stanęłam przed nimi i mówię: To jakimi wy jesteście patriotami?! Będziecie uciekać?! – mówię – ja jestem Polką i nie uciekam, a jak trzeba będzie, to się będę bić z Albańczykami, ale nie uciekam! A wy będziecie uciekać? Nie ma uciekania! Tutaj będziecie siedzieć!”